Ostatnio zastanawiam się nad rzeczami, nad którymi nie powinnam dumać...
Jestem w pełni zdecydowana na medycynę.
Jestem pewna, że mi się uda spełnić swój cel.
Wiem, narcystycznie pocisnęłam, ale ja zawsze realizuje swoje plany.
Ostatnio wszystko mi się sypie.
Jebie się po całości, na każdym możliwym froncie...
Tak sobie myślałam, czy na podobno tak zapracowanych studiach znajdę czas na życie....
takie prawdziwe, znalezienie choćby miłości, chłopaka, z którym będzie można spędzić wieczność.
Sama się sobie nawet dziwię, że o ostatnim miłosnym rozczarowaniu jestem zdolna do snucia takich wyobrażeń. A jednak, dziwactwa się zdarzają... Ja jestem tego przykładem.
Dowodzi to tylko tego, że nie byłam w nim zakochana na 200%, kto wie, może to było tylko durne (błędne) zauroczenie?
Funkcje ogólne już przerobione, zaczęłam funkcje liniowe... Nauka, matka mądrych i samotnych :)
Teraz trochę rozczuleń z innej sfery, mianowicie rodzinnej o_o
Krótko i na temat o mojej familii.
Rodzina ze strony mojej pożal się boże ojca, mnie nie zna, traktuje mnie jak śmiecia, najdelikatniej rzecz ujmując. Jestem pewna, że życzą mi szybkiej porażki, nie znają mnie, nigdy nie chcieli mnie nawet zobaczyć... Wiem, że gdzieś tam są, ale nie chcę nic o nich słyszeć.
Kiedyś nie powiem, bolało, teraz już nic do nich nie czuję.... obcy...ludzie...bywa...
Rodzice mojej mamy można tak to ująć nie chcą jej znać... nie traktują jej jak dziecka, jak córki.
To przykre. Bo moja mama ma tak ciężko. Niby ja też powinnam się rozpaczać, ale ja nie załamuję się. Zdarzają się trudne koligacje rodzinne, prawda?
Najbardziej szkoda mi tylko mamy... Wiem, że jest jej kosmicznie ciężko. Tak mi przykro, że cierpi. Moje uczucia są nieistotne, patrząc na jej uczucia, zranione serce... Brak słów...
Nie mam dziadków, a najciekawsze jest to, że oni żyją i cieszą się, egzystują, nawet nie tak całkowicie daleko...Ale w praktyce dziadków nie posiadam i koniec.
Ojciec mnie nienawidzi, tak po prostu, bez powodu.
Odwiedza mnie i mamę jak mu się przypomni, lub jak nie ma gdzie indziej pójść.
Czyli ogólnie jest to jakieś raz na pół roku... oczywiście kiedy już się pojawi nie obywa się bez awantur. Taki już jest... według mnie chory... nie powiem na co...
Podsumowując, moją rodzinę tworzą moja mama i ja....
Skromnie, ale najważniejsze, że mamy siebie.
Jest jeszcze Feliks. Mój ukochany kot. Jedyny facet obok mnie :) Ale o nim już innym razem.
Skończyłam. Czytam i myślę sobie. Ładnie. Ciekawie. Pojebanie...
Dość już filozofowania....
Tak więc, pogrążona w wirze matematycznym żegnam się z wami....
czwartek, 31 lipca 2014
wtorek, 29 lipca 2014
Zwyczajny bolesny dzień
To takie prymitywne.
Słuchać jak ktoś mówi Ci, że już nic do ciebie nie czuje, że poznał inną, że odchodzi... i uświadamiać sobie, iż wcale nie zabiera
Cię ze sobą, a porzuca tutaj samą; reagować lekkim uśmiechem i twarzą pokerzysty. Nic mnie to nic nie obchodzi, mam to w dupie, podczas kiedy całe wnętrze krzyczy z
pytaniem: dlaczego? Byłam niewystarczająca? Niezbyt dobra? Przekonujesz siebie,
że jesteś w stanie skończyć to z klasą, patrząc mu w oczy. Uparcie odsuwasz od
siebie świadomość, że wpatrujesz się w jego źrenice bez łez, które szklą Twoje
spojrzenie. „Oczywiście. Rozumiem. Weź spierdalaj do tej swojej suki”, zapewniasz. Prosisz, żeby odszedł i nigdy nie wracał...Nie przytula Cię na pożegnanie,
a kiedy odwraca się, mimowolnie wyciągnięte ręce wędrują w jego stronę,
przeszywając chłodne powietrze. Koniec lipca, został mi jeszcze miesiąc wakacji. Miesiąc samotności.
Pękło mi serce, to nic. Kiedyś przestanie boleć prawda? A teraz moje motto na kolejne dwa lata: Do diabła z miłością...
Tak więc chociaż te trzydzieści kilka dni, zamierzam spędzić na czymś pożytecznym, przerobiłam już ponad połowę podręcznika z matmy, niedługo zabiorę się za vademecum Operona z bio... Tak, nauka, to przyszłość, bez bólu, nauka to skuteczna ucieczka... przed życiem...
niedziela, 27 lipca 2014
On- nie powinien być w moim sercu, myślach i duszy!!! :(
Dziś tęsknię, jakby bardziej.
Nienawiść i miłość dzieli tak krucha granica...
Tak bardzo znam pierwsze uczucie, że już chyba nie chce znać drugiego, never...
Tak bardzo bym chciała, żebyś nic nie znaczył.
Powoli zapominam.
Przynajmniej tak se wmawiam.
Zmieniam się.
Możesz być dumny, to dzięki tobie, a raczej przez ciebie.
Obecnie jakby bardziej,
Jakby mocniej....
Pytanie kiedy to się zaczęło dziać?
Odpowiedź jest prosta:Gdy cię już nie było....
I może i nazwiesz mnie mściwą i wredną,
Nie pragnę zemsty, pragnę sprawiedliwości...
Droga, którą wybrałam to ścieżka zmieniająca przeznaczenie
Nie możemy pójść tam razem.
Bo NIE ma tam dla ciebie miejsca...
Więc tak po prostu po raz setny żegnaj...
Głupia duma jest wszystkim, co mi pozostało
Nienawiść i miłość dzieli tak krucha granica...
Tak bardzo znam pierwsze uczucie, że już chyba nie chce znać drugiego, never...
Tak bardzo bym chciała, żebyś nic nie znaczył.
Powoli zapominam.
Przynajmniej tak se wmawiam.
Zmieniam się.
Możesz być dumny, to dzięki tobie, a raczej przez ciebie.
Obecnie jakby bardziej,
Jakby mocniej....
Pytanie kiedy to się zaczęło dziać?
Odpowiedź jest prosta:Gdy cię już nie było....
I może i nazwiesz mnie mściwą i wredną,
ale mam szczerą nadzieję, że kiedyś
jakaś
panienka pokaże Ci jak to jest kochać
i cierpieć z tego powodu !Nie pragnę zemsty, pragnę sprawiedliwości...
Droga, którą wybrałam to ścieżka zmieniająca przeznaczenie
Nie możemy pójść tam razem.
Bo NIE ma tam dla ciebie miejsca...
Więc tak po prostu po raz setny żegnaj...
Głupia duma jest wszystkim, co mi pozostało
pozwól mi więc ukryć łzy i smutek, który
spowodowałeś...
Proszę.
Złe rozumowanie...
Myślałam, ze przyjedzie po mnie Książę na białym rumaku,
a przybył Don Kichot.
Myślałam, ze zaśpiewa mi piękną pieśń miłości,
a fałszował i rzęził.
Myślałam, ze weźmie mnie w swe ramiona do krainy szczęścia,
a zostawił mnie w świecie smutku.
Tak kończy się ta historia, bo to nie baśń, to życie.
a przybył Don Kichot.
Myślałam, ze zaśpiewa mi piękną pieśń miłości,
a fałszował i rzęził.
Myślałam, ze weźmie mnie w swe ramiona do krainy szczęścia,
a zostawił mnie w świecie smutku.
Tak kończy się ta historia, bo to nie baśń, to życie.
Boli, czyli nie tak prosto, żyć bez...
Kto ci powiedział, że
wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Nikt, ale ja jestem głupia, więc w to wierzyłam.
A idealne wyobrażenia giną najprędzej i najboleśniej...
Facet, który nie potrafi
się skupić na jednej kobiecie, nie jest wart żadnej.
To prawda? Czy nie... Może mężczyźni tacy są, nie potrafią usiedzieć w miejscu, nie potrafią oddać swego serca tej jedynej, ale kilku jedynym?
To okrutne, ale przestałam Wam- facetom wierzyć, Was-kobiet słuchać, Siebie- Ewe szanować.
Najbardziej boli strata Jego. A przy okazji SIEBIE.
Kiedy już powoli nic i nikt nie ma znaczenia, a wstanie z łóżka to
najgorszy ból na świecie.
Muszę to przyznać, zdarza się nieraz, że zazdroszczę ludziom wielu drobnych na pozór nic nie znaczących detali, które są dla mnie sygnałami, że jestem tak obca, tak zbędna, że trudno to sobie wyobrazić.
Para czule trzymających się za ręce nastolatków.
Osób, nie widzących poza sobą wszechświata...
Tata z dumą patrzący na swoją pociechę.
Rodzina, taka prawdziwa, od której aż kipi ciepło.
To czasami wzbudza we mnie największą rozpacz.
Czasami też chcę być kimś, ale nagle wtedy przypominam sobie kim jestem...
A jestem nikim...
Subskrybuj:
Posty (Atom)