To takie prymitywne.
Słuchać jak ktoś mówi Ci, że już nic do ciebie nie czuje, że poznał inną, że odchodzi... i uświadamiać sobie, iż wcale nie zabiera
Cię ze sobą, a porzuca tutaj samą; reagować lekkim uśmiechem i twarzą pokerzysty. Nic mnie to nic nie obchodzi, mam to w dupie, podczas kiedy całe wnętrze krzyczy z
pytaniem: dlaczego? Byłam niewystarczająca? Niezbyt dobra? Przekonujesz siebie,
że jesteś w stanie skończyć to z klasą, patrząc mu w oczy. Uparcie odsuwasz od
siebie świadomość, że wpatrujesz się w jego źrenice bez łez, które szklą Twoje
spojrzenie. „Oczywiście. Rozumiem. Weź spierdalaj do tej swojej suki”, zapewniasz. Prosisz, żeby odszedł i nigdy nie wracał...Nie przytula Cię na pożegnanie,
a kiedy odwraca się, mimowolnie wyciągnięte ręce wędrują w jego stronę,
przeszywając chłodne powietrze. Koniec lipca, został mi jeszcze miesiąc wakacji. Miesiąc samotności.
Pękło mi serce, to nic. Kiedyś przestanie boleć prawda? A teraz moje motto na kolejne dwa lata: Do diabła z miłością...
Tak więc chociaż te trzydzieści kilka dni, zamierzam spędzić na czymś pożytecznym, przerobiłam już ponad połowę podręcznika z matmy, niedługo zabiorę się za vademecum Operona z bio... Tak, nauka, to przyszłość, bez bólu, nauka to skuteczna ucieczka... przed życiem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz