Zamknięcie oczu i
udawanie, że wszystko jest w porządku, nie jest trudne.
Ale jak długo można iść
z zamkniętymi oczami?
Próbuję się usilnie podnieść, wstać i żyć.
Idzie mi coraz lepiej, coraz bardziej realistycznie, prawdziwie, "szczęśliwie"
Ostatnio nieustannie coś się sypie, psuje się cały mój świat.
Ostatnio mam dość wszystkich ludzi, ich głupich uśmiechów i bezsensownych rozmów.
Ostatnio każdy ma do mnie jakiś żal...
Mama, znajomi, nawet nieobecny prawie w moim życiu ojciec.
Chcę im wykrzyczeć, żeby ze mnie zeszli, że nic złego nie robię, że przecież staram się być dla was idealna, ale słowa, zatrzymują się w moim umyśle i nie zostają urzeczywistnione nigdy.
Przecież po co, mam im to mówić, nikt mnie nie słucha.
Niech sobie będę taka, sraka, owaka...
Dla mnie to już bez różnicy.
Kiedyś, dawniej, bardzo to przeżywałam, płakałam po zapadnięciu zmroku i zastanawiałam się, czemu całe życie mam tak ciężko, czemu wciąż spadają na mnie jakieś kary?
Lecz obecnie, nieustannie przypominam sobie w myślach wygląd Śląskiego Uniwersytetu w Zabrzu i obiecuję sobie, że za dwa lata, oni wszyscy, którzy się ze mnie śmiali, krzywdzili, nie dostrzegali,
ujrzą dziewczynę z małej zapiździałej wiochy na tej cudownej uczelni i pomyślą:
MYLIŁEM/ MYLIŁAM SIĘ CO DO NIEJ.
Już nie widzę bólu, smutku, krzywd, widzę przyszłość, którą chcę sobie stworzyć.
I z której po raz pierwszy raz w życiu być dumna...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz