czwartek, 31 lipca 2014

Myśl, myśl bejbe....

Ostatnio zastanawiam się nad rzeczami, nad którymi nie powinnam dumać...
Jestem w pełni zdecydowana na medycynę.
Jestem pewna, że mi się uda spełnić swój cel.
Wiem,  narcystycznie pocisnęłam, ale ja zawsze realizuje swoje plany.
Ostatnio wszystko mi się sypie.
Jebie się po całości, na każdym możliwym froncie...
Tak sobie myślałam, czy na podobno tak zapracowanych studiach znajdę czas na życie....
takie prawdziwe, znalezienie choćby miłości, chłopaka, z którym będzie można spędzić wieczność.
Sama się sobie nawet dziwię, że o ostatnim miłosnym rozczarowaniu jestem zdolna do snucia takich wyobrażeń. A jednak, dziwactwa się zdarzają... Ja jestem tego przykładem.
Dowodzi to tylko tego, że nie byłam w nim zakochana na 200%, kto wie, może to było tylko durne (błędne) zauroczenie?
Funkcje ogólne już przerobione, zaczęłam funkcje liniowe... Nauka, matka mądrych i samotnych :)
Teraz trochę rozczuleń z innej sfery, mianowicie rodzinnej o_o
Krótko i na temat o mojej familii.
Rodzina ze strony mojej pożal się boże ojca, mnie nie zna, traktuje mnie jak śmiecia, najdelikatniej rzecz ujmując. Jestem pewna, że życzą mi szybkiej porażki, nie znają mnie, nigdy nie chcieli mnie nawet zobaczyć...  Wiem, że gdzieś tam są, ale nie chcę nic o nich słyszeć.
Kiedyś nie powiem, bolało, teraz już nic do nich nie czuję.... obcy...ludzie...bywa...
Rodzice mojej mamy można tak to ująć nie chcą jej znać... nie traktują jej jak dziecka, jak córki.
To przykre. Bo moja mama ma tak ciężko. Niby ja też powinnam się  rozpaczać, ale ja nie załamuję się. Zdarzają się trudne koligacje rodzinne, prawda?
Najbardziej szkoda mi tylko mamy... Wiem, że jest jej kosmicznie ciężko. Tak mi przykro, że cierpi. Moje uczucia są nieistotne, patrząc na jej uczucia, zranione serce... Brak słów... 
Nie mam dziadków, a najciekawsze jest to, że oni żyją i cieszą się, egzystują, nawet nie tak całkowicie daleko...Ale w praktyce dziadków nie posiadam i koniec.
Ojciec mnie nienawidzi, tak po prostu, bez powodu.
Odwiedza mnie i mamę jak mu się przypomni, lub jak nie ma gdzie indziej pójść.
Czyli  ogólnie jest to jakieś raz na pół roku... oczywiście kiedy już się pojawi nie obywa się bez awantur. Taki już jest... według mnie chory... nie powiem na co...
Podsumowując, moją rodzinę tworzą moja mama i ja....
Skromnie, ale najważniejsze, że mamy siebie.
Jest jeszcze Feliks. Mój ukochany kot. Jedyny facet obok mnie :)  Ale o nim już innym razem.
Skończyłam. Czytam i myślę sobie. Ładnie. Ciekawie. Pojebanie...
Dość już filozofowania....
 Tak więc, pogrążona w wirze matematycznym żegnam się z wami....



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz