niedziela, 27 lipca 2014

Budząc się w cieniu klęsk...


Ostatnio każdego dnia przeżywam ostateczną klęskę łudząc się, że jednak nie jest ostateczna i znajdę siły. Ale powoli zaczynam się wypalać, jak zużyta płyta... Pojednałam się z Bogiem, z czego jestem szczęśliwa, bo nie mając żadnej wiary koło siebie, czułam się jeszcze gorzej niż zazwyczaj. Brakowało mi nocnych rozmów, płaczów, cierpienia, wylewanego wprost do Jego serca..


Coraz częściej chce uciec od rzeczywistości, od pojebanego świata, który mnie otacza (przepraszam za określenie)– i robię to gdy zasypiam.
Ale gdy się budzę raj znika, a ja nadal jestem porzuconą, zakochaną w nim dziwką....
Dlatego postanowiłam uciec, od myśli, uczuć, pragnień, nieodwracalnie w świat nauki.
Mądrość przydałaby się niektórym, a mi co najmniej podwójnie.
Nie myślę o nim, nie myślę, jestem tylko ja, sterta książek biologicznych i cisza, która mnie otacza.
Nie wiem, ale ucząc się w ponurym nastroju potrafię zapomnieć, tak naprawdę... 
O wszystkim i stać się kujonicą, z krwi i kości :/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz